Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy przyjemności
Autor: Marisa Bennett
Rok wyd.: 2012 (Pascal)
Gatunek: Poradnik
Ilość stron: 150
"Bardzo niegrzeczna książka dla kobiet.
Jak się bawić we dwoje, żeby się bawić AŻ TAK?
Ten poradnik poprowadzi cię bez wpadek przez eksperymenty, które zawsze cię pociągały. Wszystko, na co masz ochotę, jest dozwolone. Poczytaj. Wybierz to, co najbardziej cię kręci. Wypróbuj."
Dziś recenzja będzie nieco inna od pozostałych. Prosiłabym o nieczytanie jej przez osoby poniżej 18 roku życia, z powodu niektórych niecenzuralnych cytatów.
Kierując się osławioną książką E.L. James "50 twarzy Greya", postanowiłam przeczytać "50 twarzy przyjemności". Nie wiem czemu, sądziłam, że jest to kontynuacja pierwszej części? Szczerze powiedziawszy kierowałam się okładką i tytułem, a nie spojrzałam na autorkę oraz opis. I co? i wielkie rozczarowanie. Jest to jedna z najgorszych książek jakie dane mi było przeczytać. "Łóżkowy poradnik inspirowany bestsellerową powieścią", poradnik? to chyba jakaś kpina. Podczas czytania moje oczy wychodziły z orbit, a szczęka nie mogła podnieść się z podłogi, czułam zażenowanie w złym tego słowa znaczeniu, wręcz ogarniał mnie żal, że ktoś wziął się za napisanie takiego chłamu. Nie zaprzeczę, spis treści jest niczego sobie, napisany w sposób zabawny, ale też ze szczyptą pikanterii , natomiast treść iście wyrwana z czasopism typu "Bravo Girl" lub swego czasu sławnego "Popcornu", z działu z problemami seksualnymi młodzieży. Niektóre rozdziały przypominały mi przysłowiowe "Dylematy Agaty" i wskazówki dla nastolatek. Czuję, że autorka chciała znaleźć wśród czytelników właśnie takie, niedoświadczone, zafascynowane "Zmierzchem" i podobnymi tytułami osoby. Już widzę jak w szczytowym momencie podczas seksu "krzyczę imię swojego partnera" , gdy on w tym czasie "posyła mnie na orbitę", żenujące. Lecz nie tylko to przyprawiało mnie o mdłości, to co radzi autorka, to być wulgarnym podczas łóżkowych ekscesów. Nie wyobrażam sobie, by powiedzieć do partnera: "Masz kurewsko pięknego kutasa", lub oznajmienia mu:"Mam zajebiście wielką ochotę żebyś wszedł w moją mokrą cipkę", oczywiście można sobie w łóżku pozwolić na kawałek perwersji, ale bez przesady.. Marisa Bennett, chciała chyba wylać swoje nieudane wypociny jak najszybciej, nim pięć minut "50 twarzy Greye'a" przeminie, tym samym nie wniosła nic ciekawego i odkrywczego do książki, która stricte miała być czymś, co chociaż w małym stopniu wzbudzi dreszczyk emocji na naszym ciele. Sądzę również, że autorce zabrakło wyobraźni i pomysłu na sam opis poszczególnych działów, bo okrasiła wiele kartek cytatami z książek (swoją drogą niektórymi wartymi polecenia), które aż walą po oczach swoją wielkością. Ilość dwóch krótkich cytatów, na dwóch stronach, to raczej nie to, co chcielibyśmy zobaczyć, oczywiście takich pomyłek jest więcej. Najbardziej zabawnym momentem, który przyprawił mnie o wybuch śmiechu, był opis zabawy z gadżetami, gdzie pisarka radzi, aby klapsy dawać m.in. paletką do pin-ponga, czy szczotką do włosów ( o zgrozo klękajcie narody), co lepsze podczas innych igraszek zaleca pieszczenie skóry szczoteczką do zębów. Nie wiem skąd tyle głupoty w tym, co autor miał na myśli, ale nie polecam tej książki nikomu, bo nic nie wnosi, i nic nie można z niej ciekawe wynieść do naszej sypialni. Jeżeli jesteście świadomi swoich ciał i własnej seksualności, to nie czytajcie tego.
Rzadko daję tego typu oceny i piszę takie recenzje, ale ta pozycja wybitnie nie przypadła mi do gustu i jest dziecinnie durna, i co najważniejsze miałam wrażenie, że napisała ją szesnastolatka, która nic nie wie na temat seksu, a nasłuchała się o nim od rówieśników z wybujałą wyobraźnią. Ani to mądre, ni pożyteczne. Tego typu poradniki powinny być pisane w sposób wysublimowany, ze smakiem, tego tu definitywnie zabrakło.
Autor: Marisa Bennett
Rok wyd.: 2012 (Pascal)Gatunek: Poradnik
Ilość stron: 150
"Bardzo niegrzeczna książka dla kobiet.
Jak się bawić we dwoje, żeby się bawić AŻ TAK?
Ten poradnik poprowadzi cię bez wpadek przez eksperymenty, które zawsze cię pociągały. Wszystko, na co masz ochotę, jest dozwolone. Poczytaj. Wybierz to, co najbardziej cię kręci. Wypróbuj."
Dziś recenzja będzie nieco inna od pozostałych. Prosiłabym o nieczytanie jej przez osoby poniżej 18 roku życia, z powodu niektórych niecenzuralnych cytatów.
Kierując się osławioną książką E.L. James "50 twarzy Greya", postanowiłam przeczytać "50 twarzy przyjemności". Nie wiem czemu, sądziłam, że jest to kontynuacja pierwszej części? Szczerze powiedziawszy kierowałam się okładką i tytułem, a nie spojrzałam na autorkę oraz opis. I co? i wielkie rozczarowanie. Jest to jedna z najgorszych książek jakie dane mi było przeczytać. "Łóżkowy poradnik inspirowany bestsellerową powieścią", poradnik? to chyba jakaś kpina. Podczas czytania moje oczy wychodziły z orbit, a szczęka nie mogła podnieść się z podłogi, czułam zażenowanie w złym tego słowa znaczeniu, wręcz ogarniał mnie żal, że ktoś wziął się za napisanie takiego chłamu. Nie zaprzeczę, spis treści jest niczego sobie, napisany w sposób zabawny, ale też ze szczyptą pikanterii , natomiast treść iście wyrwana z czasopism typu "Bravo Girl" lub swego czasu sławnego "Popcornu", z działu z problemami seksualnymi młodzieży. Niektóre rozdziały przypominały mi przysłowiowe "Dylematy Agaty" i wskazówki dla nastolatek. Czuję, że autorka chciała znaleźć wśród czytelników właśnie takie, niedoświadczone, zafascynowane "Zmierzchem" i podobnymi tytułami osoby. Już widzę jak w szczytowym momencie podczas seksu "krzyczę imię swojego partnera" , gdy on w tym czasie "posyła mnie na orbitę", żenujące. Lecz nie tylko to przyprawiało mnie o mdłości, to co radzi autorka, to być wulgarnym podczas łóżkowych ekscesów. Nie wyobrażam sobie, by powiedzieć do partnera: "Masz kurewsko pięknego kutasa", lub oznajmienia mu:"Mam zajebiście wielką ochotę żebyś wszedł w moją mokrą cipkę", oczywiście można sobie w łóżku pozwolić na kawałek perwersji, ale bez przesady.. Marisa Bennett, chciała chyba wylać swoje nieudane wypociny jak najszybciej, nim pięć minut "50 twarzy Greye'a" przeminie, tym samym nie wniosła nic ciekawego i odkrywczego do książki, która stricte miała być czymś, co chociaż w małym stopniu wzbudzi dreszczyk emocji na naszym ciele. Sądzę również, że autorce zabrakło wyobraźni i pomysłu na sam opis poszczególnych działów, bo okrasiła wiele kartek cytatami z książek (swoją drogą niektórymi wartymi polecenia), które aż walą po oczach swoją wielkością. Ilość dwóch krótkich cytatów, na dwóch stronach, to raczej nie to, co chcielibyśmy zobaczyć, oczywiście takich pomyłek jest więcej. Najbardziej zabawnym momentem, który przyprawił mnie o wybuch śmiechu, był opis zabawy z gadżetami, gdzie pisarka radzi, aby klapsy dawać m.in. paletką do pin-ponga, czy szczotką do włosów ( o zgrozo klękajcie narody), co lepsze podczas innych igraszek zaleca pieszczenie skóry szczoteczką do zębów. Nie wiem skąd tyle głupoty w tym, co autor miał na myśli, ale nie polecam tej książki nikomu, bo nic nie wnosi, i nic nie można z niej ciekawe wynieść do naszej sypialni. Jeżeli jesteście świadomi swoich ciał i własnej seksualności, to nie czytajcie tego.
Rzadko daję tego typu oceny i piszę takie recenzje, ale ta pozycja wybitnie nie przypadła mi do gustu i jest dziecinnie durna, i co najważniejsze miałam wrażenie, że napisała ją szesnastolatka, która nic nie wie na temat seksu, a nasłuchała się o nim od rówieśników z wybujałą wyobraźnią. Ani to mądre, ni pożyteczne. Tego typu poradniki powinny być pisane w sposób wysublimowany, ze smakiem, tego tu definitywnie zabrakło.
Moja ocena: Drastyczne 1/10
- 21:24
- 33 Comments
