Bettina Belitz-Pożeracz snów

18:20


Tytuł: Pożeracz Snów
Autor: Bettina Belitz
Rok wyd.: 2011
Gatunek: Paranormal Romance

Ilość stron:507


Książki z serii Paranormal Romance rosną jak grzyby po deszczu. Mamy z czego wybierać, o ile lubimy tę tematykę. "Pożeracz snów" jest kolejną powieścią tego typu. Debiut Bettiny Belitz, niemieckiej pisarki cieszy się dużym uznaniem jeśli chodzi o polski rynek wydawniczy. Na szczęście powstały kolejne części przygód Elisabeth Sturm, które mam nadzieję będziemy mogli wkrótce poznać.

Elisabeth nie jest zadowolona z przeprowadzki do małej wsi na prowincji. W końcu mieszkała w Kolonii, samym centrum, a teraz jej życie ma się zmienić o 180 stopni. Nie jest zadowolona, wręcz przeciwnie - przez większość czasu chodzi naburmuszona. Jednak w głębi siebie tęskni za przyjaciółkami z miasta oraz miłością do pewnego chłopaka, której nie było dane jej mieć. Jak to często bywa, Ellie czuje się wyalienowana w nowym miejscu, wśród osób i miejsc, które są, że tak to ujmę passe. Z czasem (bardzo długim czasem) poznaje uroki tutejszej przyrody, zaznajamia się z kilkorgiem osób. Jedna z nich intryguje Elisabeth bardziej, jest nią Colin - chłopak bardzo tajemniczy, wyglądem odstający od reszty.
Dziewczyna ma problemy ze snem. Zasypia w różnych, dziwnych miejscach. Z początku sądziłam, że może ma narkolepsję, czy coś w tym rodzaju (nie mieliście takiego wrażenia?), ale po przeczytaniu ponad połowy książki, dopiero dowiedziałam się, co sprawiało "nagłe ataki zmęczenia".
Autorka poruszyła bardzo ciekawy temat. Sny, tak nieodgadnione, tajemnicze marzenia senne. Czym są i po co je miewamy? Do dziś wielu badaczy nie ma pewności co do tego, dlaczego człowiek śni. Tym bardziej wciągnęła mnie książka.
Większość z Was pewnie już zna historię brązoworudej bohaterki i duża część osób porównuje "Pożeracza snów" do "Zmierzchu". Może to ja jestem dziwna, ale czytając w ogóle nie myślałam o sadze Meyer. Zamiast wampirów, mamy zmory. Wiadomo wampiry nie istnieją (?), jednak o zmorach bardzo dużo słyszałam i czytałam. Trzeba przyznać że autorka bardzo dobrze opisała zarówno postać Colina jak i zachowania zmory podczas ataku. Sama znam wiele historii z życia wziętych, które mrożą krew w żyłach.
Aspektem, który nieco kuleje w całej książce jest rozwijająca się niczym chodzący po drodze ślimak akcja. Przytoczę słowa jednej z blogowiczek (Kalio)"Przez pierwszych ok. 200 stron męczyłam się nad lekturą strasznie. Byłam już na krawędzi zniecierpliwienia i rozważałam odłożenie tej książki, ale z ciekawości jednak czytałam."- identycznie miałam ja. Przy "Czystej jak łza" zasypiałam nad treścią, zaś przy "Pożeraczu" po ponad 200 stronach nastąpiło nagłe "olśnienie"-"Wow, wreszcie się coś dzieje" i gdy lektura się skończyła, chciałam więcej....co więcej trochę cisnęły mi się łzy po ostatnich słowach, ostatniego rozdziału.
Jak już pisałam w komentarzu, na innym blogu. Uwielbiam narrację pierwszoosobową. Mogę wczuć się dokładnie w klimat danej chwili lub sytuacji. Wielki plus za to. Na koniec wspomnę o okładce. Rzadko widuję okładki, które w tak dobry sposób odwzorowują treść książki. 

 Ulubione cytaty:
"Byłam jeszcze na tyle przytomna, żeby leniwie cieszyć się na nadchodzącą nicość, ale zbyt zmęczona, by odczuwać smutek"






Zajrzyj i tutaj

8 komentarze

  1. Może dam jej jeszcze szansę, no bo cóż utknełam w martym punkcie (jakaś 160 str.) i nie mogę ruszyć dalej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mhm, ciekawa jestem czy i mi się spodoba... mam nadzieję, że nie zniechęcę się zbyt szybko :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać ,,Pożeracza snów'', jednak czeka na mnie leżąc na półce, więc jak tylko ogarnę zaległości książkowe chętnie sięgnę i po tę pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  4. tristezza.. też utknęłam gdzieś tak i ruszyłam ją dopiero po 2tygodniach, uwierz warto ją ruszyć dalej:)
    pandorcia-istnieje taka możliwość, ale nie zniechęcaj się, tylko przetrwaj;d

    OdpowiedzUsuń
  5. Przebolałam tę książkę, ode mnie dostała naciągana trójkę, nie rozumiem jej fenomenu, bo tak jak napisałaś do połowy jest nudna jak flaki z olejem, a w momencie w którym akcja nabiera tempa to książka się kończy. Dla mnie była to mecząca, nudna i przewidywalna lektura.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, ze kiedyś to przeczytam, aczkolwiek an razie się wstrzymuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo że jak piszesz Ty i inni męczyliście się troche podczas lektury, to nie ukrywam, że kusi mnie okładka tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tę książkę na liście "Do przeczytania". Po twojej recenzji muszę sięgnąć po nią jak najszybciej. Dodaję cię do obserwowanych i odwiedzanych. Btw, śliczny wystrój bloga:)

    OdpowiedzUsuń

Like us on Facebook